wtorek, 15 września 2009

Hi-End is dead

Wersja skrócona dla leniwych:

Drogi, „wysokiej klasy” sprzęt audio, tak zwany hi-end, jest zwykłym sprzętem elektronicznym dostępnym za nieduże pieniądze, tylko opakowanym w droższe, „bogate” obudowy.
W 99% nie oferuje lepszego dźwięku ponad sprzęt budżetowy. Jedynym wyjątkiem (pozostałe 1%) są kolumny, gdzie jest jeszcze sporo do poprawienia i dobre rozwiązania są droższe, ale i tu nie ma uzasadnienia dla absurdalnych cen idących w setki tysięcy dolarów.
Jedyną realną korzyścią dla kupujących taki ekskluzywny sprzęt, jest możliwość wyróżnienia się i zaimponowania biedniejszym znajomym i tą funkcję hi-end spełnia doskonale. Mało kogo stać np. na pół metra kabla za 8 tys. USD… :)

Wersja dla nie-leniwych, żądnych wiedzy:

Jest kilka powodów dla których twierdzenie, że „hi-end is dead” jest prawdziwe:

1. Bardzo drogi sprzęt audio i tani, w kompleksowych pomiarach elektrycznych są identyczne, albo prawie identyczne (różnice bez znaczenia praktycznego), a nierzadko sprzęt tańszy jest… lepszy.

2. Sprzęt hi-end i zwykły, tani, są podobnie zbudowane, z niedrogich elementów elektronicznych (najdroższe i najlepsze, nowoczesne przetworniki cyfrowo – analogowe, serca odtwarzaczy CD kosztują… około 5 USD). Schematy urządzeń audio nie zmieniają się od lat, a postępu technicznego, oprócz miniaturyzacji i integracji, w tej dziedzinie już praktycznie nie ma, a możliwości ludzkiego słuchu zostały przekroczone już dawno. Można to wszystko zaobserwować w tym wątku, na forum AS.
W środku drogich urządzeń nie ma nic co uzasadniałoby ich wysoką cenę. W niektórych są stosowane tzw. audiofilskie elementy, ale nie ma żadnego dowodu, ani pomiaru, który by wykazywał ich wyższość w stosunku do tanich, zwykłych zamienników, a wręcz przeciwnie, często mają gorszą tolerancję wykonania od dobrych podzespołów znanych producentów.
Czasami firmy są tak bezczelne, że wsadzają do środka swoich „hajendowych” urządzeń, podzespoły wprost przeniesione ze zwykłych, niedrogich urządzeń, co można wyczytać i obejrzeć tutaj.

3. Sprzęt audio służy do słuchania muzyki, więc tak naprawdę nie liczą się pomiary i budowa wewnętrzna urządzenia, bo skoro brzmi lepiej, to co za różnica jakie ma pomiary ?!? Prawda :)
Sęk w tym, że w większości przypadków, wcale nie brzmi lepiej… a tylko nam się wydaje :) W testach ABX, jedynych sensownych testach urządzeń audio, człowiek nie jest w stanie odróżnić dobrze skonstruowanych, a różnych, odtwarzaczy CD, wzmacniaczy tranzystorowych, kabli, kondycjonerów i wtyczek, czyli urządzeń, które według wielu audiofilów mają wielki wpływ na dźwięk.
Dlaczego tak jest, dobrze wyjaśnia Douglas Self, znany konstruktor wzmacniaczy:
W sekcji „limity percepcji” wymienia wartości progowe (wraz z naukowymi źródłami) słyszalności najważniejszych parametrów urządzeń audio:
- najmniejsza słyszalna zmiana poziomu dźwięku to 0,3 dB (niektóre źródła podają też 0,2dB)
- progiem słyszalności zniekształceń THD jest 1% (niektóre źródła podają dla muzyki 2-3 %), zniekształcenia typu crossover są odróżnialne na poziomie 0,3%. Inne źródła podają słyszalność zniekształceń THD przy czystym sygnale sinusoidalnym (nie występującym w naturze) na poziomie 0,1%.
- przesłuchy międzykanałowe są słyszalne gorsze niż 20 dB,
- zniekształcenia fazowe we wzmacniaczach nie mają praktycznego znaczenia.
Ja bym jeszcze dodał wymóg pasma przenoszenia częstotliwości takie samo jak zdrowego, młodego człowieka, czyli od 20Hz do 20kHz (z wiekiem słyszalność wyższych tonów się mocno pogarsza, człowiek w średnim wieku słyszy gdzieś tak do 17kHz).
Wszystkie te powyższe parametry, współczesne urządzenia tranzystorowe spełniają bez najmniejszego kłopotu, więc nie dziwi fakt, że wprowadzane przez ten sprzęt zmiany są mniejsze od progu percepcji i dla człowieka te urządzenia są absolutnie przezroczyste dźwiękowo, nie mają swojego brzmienia, czyli dla człowieka „grają” tak samo.

Naukowe podejście, jakie reprezentuję, wymaga aby przedstawić jakieś dowody, na poparcie swoich tez, zacznijmy więc od testu, który nie jest wprawdzie normalnym testem ABX, bo uczestnicy musieli wybrać urządzenie, które im się podoba, a nie wskazać, które gra, ale dobrze pokazuje, że tak różny zestaw urządzeń audio, brzmiał tak samo, bo rozkład podobania się (ilość głosów na każdy zestaw) był w zasadzie identyczny.
(trzeba wybrać czerwoną pigułkę i później z menu "blind tests")


Odtwarzacze CD:
Jednym z pierwszych dużych testów odtwarzaczy CD, był test w magazynie Stereo Review, Masters, Ian G. and Clark, D. L., "Do All CD Players Sound the Same?", pp.50-57 (January 1986) (niestety nie dostępny jeszcze w Internecie). Żaden z testowanych osób nie odróżnił, żadnego odtwarzacza.

Na tej stronie (twórców komparatora ABX) zebrano kilka innych testów CD.

Tylko w jednym przypadku odtwarzacz CD był odróżnialny: Sony CDP-707 ESD vs. Phillips CD100 (14-bit). Jak się okazało później odtwarzacz ten, jeden z pierwszych egzemplarzy odtwarzacza CD, był po prostu uszkodzony…

W poniższym teście procesor cyfrowy Enlightened Audio Design DSP-9000 Pro za 5500$ i DAC Krell Studio, za jedyne 3900$ (kiepski pomiarowo) nie były do odróżnienia od innych testowanych urządzeń w tym numerze, w tym także od sporo tańszego HK za 849$ (opis testu str. 42-47 pdf)

Tutaj przykład super drogiego (43 tys. $ !!!) odtwarzacza Zanden 5000 Mk.IV / Signature D/A converter & 2000 Premium CD transport, o bardzo złej konstrukcji – tragicznie kiepska charakterystyka częstotliwościowa (–3dB przy 65Hz i opadająca charakterystyka od 1kHz), który mógłby być odróżnialny w teście ABX.

Tutaj kolejny znany hajend Wadia 861 CD player za 8 tys. $, jego charakterystyka też nie zachwyca (-0.5dB przy 15kHz):

Na koniec malutka prowokacja, konsola do gier Playstation 1 (tak, też odtwarza CD), powyższe odtwarzacze mogą się powstydzić swoich marnych parametrów :))


Wzmacniacze:
W przypadku wzmacniaczy musimy pamiętać, żeby testować wzmacniacze w granicach ich mocy, przesterowany wzmacniacz łatwo daje się odróżnić od nieprzesterowanego… ;)

Na początek klasyczny artykuł, z magazynu Stereo.
Wzmacniacze, od taniego Pioneer’a za 220$, do Julius Futterman OTL-1 za 12 tys. $.
Nikt nie odróżnił żadnego wzmacniacza w teście ABX.

Kolejne testy:
A tu niespodzianka, kilka wzmacniaczy jest odróżnialnych w teście ABX ! Tak jest, one są odróżnialne, bo różnią się wyraźnie pomiarowo, wzmacniacze lampowe potrafią nie radzić sobie z kolumnami i mieć bardzo zafalowaną charakterystyką, ten miał +-0,9 dB w paśmie 20Hz – 20kHz, co wystarczyło, żeby nie przejść testu ABX.

Audio Research D120 też nie radził sobie z kolumnami i wchodził w stan przesterowania, co wyróżniało go od poprawnie się zachowującego wzmacniacza.

Tutaj facet, który sprzedawał sprzęt hajend w sklepie, pisze, jakim szokiem było dla niego fakt, że w teście ABX nie mógł odróżnić wzmacniacza Pioneer za 300 $ od Brystona za 3000$.

Tutaj jest 10 k$ do wyrwania dla każdego, kto odróżni jeden wzmacniacz od drugiego (pod warunkiem, że ich zniekształcenia będą poniżej progu percepcji człowieka).
Są chętni ?!?

Czas na kabelki:
Jeśli nie można odróżnić jeden od drugiego prawidłowo skonstruowanych odtwarzaczy CD i wzmacniaczy, to jak jest z kablami ?!?
Cóż, zadaniem kabla jest przewodzić prąd z jak najmniejszymi stratami, do czego w warunkach domowych nadaje się praktycznie KAŻDY miedziany kabel, począwszy od tych najtańszych ze sklepów elektronicznych…
Dla niedowiarków kilka testów:
Klasyczny artykuł z Stereo Review, ( Aug 1983) Greenhill, Laurence , "Speaker Cables: Can you Hear the Difference?" (niestety niedostępny na razie w sieci).

Testy inteconnectów i kabli głośnikowych.

Oczywiście, wszystkie nieodróżnialne jeden od drugiego, wliczając w to najsłynniejsze marki audiofilskie.

Pomysł, że kabel zasilający może wpływać na dźwięk jest idiotyczny do bólu, ale audiofile wierzą i w takie cuda, więc proszę, oto test kabli zasilających.

Kondycjonery, płyty demagnetyzujące, audiofilskie kable LAN, o tym wszystkim można poczytać tutaj.

Testów ABX tych cudów przedstawiać nie trzeba, bo dla każdego myślącego człowieka jest to oczywiste, że wpływ na dźwięk ma to zerowy. A wszyscy pozostali i tak nie doczytają do tego akapitu :)


Kolumny:
Zdecydowanie najważniejszy element toru audio, jedne kolumny od drugich różnią się istotnie, a w testach ABX są bez problemu odróżnialne.

Przyczyna leży w tym, że współczesne głośniki są po prostu mocno niedoskonałe, zafalowania charakterystyki i zniekształcenia są przynajmniej o rząd wielkości większe niż w urządzeniach elektronicznych.
Czy to znaczy, że powinniśmy akceptować każdą cenę za kolumny ? że im drożej tym lepiej ? Na pewno nie, warto pamiętać, że najlepsze głośniki kosztują około 200$ za sztukę, a bardzo dobre kolumny można zrobić z trzech głośników na kanał. Każdy może sobie sam odpowiedzieć, ile chce zapłacić za zwrotnicę, stolarza i lakier :)
Najdroższe i najlepsze aktywne kolumny studyjne kosztują 35-50 tys. $ (możliwa do osiągnięcia głośność raczej nie przydatna w domu ;) Audiofilskie kolumny z prymitywną zwrotnicą pasywną potrafią kosztować 180 tys. $ (Focal Grande Utopia) i więcej…


Wnioski:
Ktoś może powiedzieć, że wszystkie tu przedstawione testy ABX, mówią tylko o tym, że ci konkretni ludzie nie byli w stanie odróżnić tych urządzeń. To prawda.
Szkopuł w tym, że w literaturze i w Internecie nie ma ANI JEDNEGO poprawnego testu ABX, „wygranego” przez audiofila, czyli takiego który by pokazał, że jedno urządzenie audio, które nie różni się wyraźnie w pomiarach od drugiego, jest różne, czyli odróżnialne w takim teście. Bez względu na cenę tych urządzeń.
Czy to jest przypadek ? A może coś co wygląda jak krowa i ryczy jak krowa, jest po prostu krową ?!? A urządzenia audio takie samo pomiarowo, lub poniżej progu percepcji człowieka, są takie same także dla niego ?

Jak zostało to powyżej wykazane tzw. sprzęt audio hi-end, wyższej klasy, referencyjny itd. daje korzyści tylko i wyłącznie w sferze poczucia posiadania czegoś wyjątkowego. Pozwala dowartościować się właścicielowi, że sam jest kimś wyjątkowym. Wartości dźwiękowych (sonicznych, jak lubią mawiać audiofile) ani użytkowych nie posiada lepszych ponad sprzęt budżetowy, dostępny w supermarkecie. Często nawet wygoda obsługi jest gorsza niż w zwykłym sprzęcie: „minimalistyczne” sterowanie, brak pilota, jakieś udziwnione ładowanie płyt. itd.
Dowartościowanie właściciela nie jest oczywiście za darmo, sprzęt hajendowy jest absurdalnie drogi i ceny dziesiątek tysięcy dolarów za „klocek” nie należą do rzadkości. Firmy hajendowy wyspecjalizowały się perfekcyjnie w naciąganiu klienta, standardem jest dzielenie wszystkiego co się da: odtwarzacz CD w dwóch osobnych obudowach (a nawet w trzech), wzmacniacz też oczywiście w trzech obudowach. Takie dzielenie urządzeń w większości przypadków nie ma żadnego dźwiękowego sensu i służy tylko i wyłącznie zwiększeniu ceny całości. A wszystkie te urządzenia trzeba jeszcze połączyć kablami, które w wersji audiofilskiej mają równie absurdalne ceny…
W studyjnym sprzęcie profesjonalnym trend jest dokładnie odwrotny: standardem są kolumny aktywne, integrujące kolumny i wzmacniacze mocy.

Nie jest to spisek firm, ponieważ każda z nich inaczej tłumaczy, dlaczego to ich sprzęt jest taki wyjątkowy, albo najczęściej nie robi tego wcale, zdając się na magię ceny, złudzenia słuchaczy i bajki recenzentów.
Moim ulubionym tłumaczeniem jest, tzw. krótka ścieżka, czyli im krótszą drogę ma sygnał audio, tym dla niego lepiej, w praktyce jest to im mniej elementów, tym lepiej, przy okazji też taniej… ale dlaczego te klocki takie drogie są ?!? Geniusz autora kosztuje ;)

Jak więc dobierać sprzęt audio ?
Kolumny: dobrze jest zainteresować się aktywnymi monitorami studyjnymi, ceny zaczynają się od przyzwoitych poziomów, a dostajemy w zamian dobrze zrównoważony dźwięk i przy okazji końcówki mocy :) (odważnym radzę Oriony Linkwitza). Do tego jakiś preamp, najlepiej cyfrowy i sterowany z pilota.
Odtwarzacz CD ? Kierujemy się wyglądem i wygodą. Czyli najlepiej cyfrowy serwer plików :))
Kable ? Najtańsze z supermarketu, przy dłuższych głośnikowych (w wersji nie aktywnej), dajemy je trochę grubsze…

Pozostałą gotówkę wydajemy na płyty, kobiety i wino :)))
Śpiew mamy za darmo ;)

Życzę miłego słuchania MUZYKI.

Nie zgadzasz się ? Podyskutuj :)

35 komentarzy:

Anonimowy pisze...

brak komentarzy... i nie ma się co dziwić - Ty nie wiesz o czym piszesz, rozróżnij hi-end od badziewia za ciężkie pieniądze w ślicznych opakowaniach produkowane od jakiegoś czasu i mylnie nazywanego sprzętem "z górnej półki", jakim spętem pomiarowym dysponujesz? hi-end to nie lampowe wzmacniacze (bo te to zabawki) tylko urządzenia o parametrach i wykonaniu na poziomie np. sprzętu medycznego... 20Hz-20kHz.. bla bla... większość audio to przenosi, tyko że precyzyjny sprzęt ma określone granice nie na poziomie 20kHz (przyczepiając się do drobiazgów) tylko na wiele wyższym - chodzi o takie pasmo ale przy dowolnie zdefiniowanym kształcie przebiegów, co oznacza setki kHz... i.t.d....

XYZPawel pisze...

Nie ma to jak dobrze zrozumieć artykuł... Co jest standardem w świecie audiofilskim :)

Anonimowy pisze...

Panie XYZPawle, nazywam się Marek Lacki i jestem recenzentem dla Audio Video. Z zaciekawieniem przeczytałem Pański blog pt. "Hi-End is dead".
Jako, że w dużej mierze dotyka on problematyki mojej pracy chętnie wymieniłbym z Panem kilka uwag na zasadzie otwartego umysłu, którym jak sądzę, dysponuję. Chodzi oczywiście o (nie)rozróżnianie sprzętu. Proszę o kontakt jeśli to możliwe na adres: mareklacki@gazeta.pl

Anonimowy pisze...

Tak sobie to czytam i myślę że coś w tym jest.Jako osoba która wiele lat obcuje ze sprzętem różnej maści,różnice w cd itp. itd. słyszałem.Ale właśnie jest jedno WIELKIE ALE.przez ostatnie kilkanaście miesięcy miałem okazję poznać efekty placebo,itp.mechanizmy w podświadomości o której niestety wielu ludzi nie wie.Doszedłem do wniosku że NIC nie dzieje się bez przyczyny,świat wewnętrzny jest tak wielki jak ten zewnętrzny.Więc tak wszystkie znaki na niebie i ziemi od urodzenia mówią że droższe znaczy lepsze,więc mamy już ogromny fundament do działania efektu placebo który jest tak stary jak medycyna.Różnice wynikające z urządzeń tego samego zakresu cenowego mogą mieć podstawę w opiniach pism i użytkowników gdzie po wypisaniu określonej "barwnej" opinii jest ona po prostu powielana,gdzie kolejna osoba zwracając uwagę na określone części pasma itd.potwierdza to "słysząc" różnice.Sam się zdziwiłem kiedy podchodząc do odsłuch na "zimno" nie rzadko moje opinie były zupełnie inne i to nie w niuansach brzmieniowych.Co do urządzeń Vintage o których mówi się że mają to coś,może to wynikać z efektu pokoleń a więc sam miło wspominam pierwsze klocki i kolumny.Dziś wiem że dlatego tak jest bo nie było internetu,porównań,przede wszystkim tylu urządzeń na rynku a więc nie było do czego się porównywać jako osoba z jakąś fizyczną wartością (czytać:lans),więc nie było uczucia frustracji która nie jest miła.Po za tym można zauważyć że każde pokolenie "narzeka" na młodych bo rzeczy nowe często wywołują strach a ten złość.Więc miło powspominać stare dobre czasy.
Z kolei całe zamieszanie wokół testów wynika z tego że jako ludzie lubimy mieć rację a jak ktoś mówi że tak nie jest to efekty można poczytać na forach...
Dodajmy do tego nie mały interes który się kręci w okół audio i mamy przyczyny milczenia i agresji w okół abx.Przepraszam jeżeli nie zbyt wyraznie przedstawiłem moją opinię ale napisałem ją z biegu po przeczytaniu skrótu.XYZPawel gratuluję odwagi,powiem jeszcze że na pewno nie jeden audiofil może pozazdrościć Ci komfortu słuchania muzyki;).O sobie powiem tyle że mam 27 lat,nie jestem powiązany zawodowo z psychologią,nie jestem również po żadnej ze stron,jestem po prostu obiektywny i otwarty na różne sprawy,a przede wszystkim chłonny różnej wiedzy i mądrości.Serdecznie pozdrawiam,będę miał na oku blog.

Anonimowy pisze...

W 100 % się z Panem zgadzam. Hi End to ściema nad ściemy. Nie wierzyłem do końca ani audiofilom ani sceptykom w kwestii dźwięku więc postanowiłem przekonać się sam. Pojechałem do salonu audio i odsłuchałem sprzęt za 150 tyś zł. Gość mówił że lepszego na rynku to już praktycznie nie ma. A muzyka grała paskudnie. Wszystko wyostrzone, średnie i wokal waliły po uszach, góra piskliwa, bas albo wcale albo taki że ścianami trzęsło. Jednym słowem ballada której słuchałem zmieniała się koszmar. A najbardziej rozbroił mnie facet który stwierdził że to brzmienie można ocieplić stosując jak to kreślił "ciepłe kable". Ja proponuję te z mikrofalówki. Po prostu dramat i najgorsze jest to że dużo ludzi im wierzy. Po prostu koszmar. POZDRAWIAM Pana serdecznie. p.s. chętnie wymieniłbym z Panem kilka myśli odnoście prawdziwej istoty brzmienia. Mój kontakt - muzmaniak@wp.pl

Anonimowy pisze...

Oczywiście zgadzam się z tym co zostalo napisane o sprzęcie ale pragnąlbym dodać jedną rzecz: caly ten fanatyzm odnośnie hi-end powstal wlaśnie dzięki postępowi. Bo wiadomo że niektóre kolumny/wzmacniacze itp. są wykonane lepiej a niektóre gorzej i to się faktycznie slyszy. Ale niektore nie różnią się od siebie na tyle aby bylo to do wyczucia i tu robi się ciekawie: Jeden producent chce np 100$ za swój sprzęt a drugi chce 1000$. co się dzieje: kasiastemu "audiofilowi" przychodzi do glowy myśl(nawet podświadomie!): "hmmm... każdy z moich znajomych może mieć te za 100$. A ja dla wyróżnienia się (bo EGO ma spore) kupię ten sprzęt za 1000$!!!" można rownie dobrze powiedzieć że audiofil slyszy że sprzęt za 1000$ gra drożej. a tak na koniec dodam że w sprzedaży widzialem kable w cenie 160 tys. zlotych. Gdyby nie chęć przesadyzmu to równie dobry bylby kabel z czystego zlota nigdy nie utleniający się i o wiele tańszy niż ultra-czyste srebro no ale nie ma to jak się pochwalić kablem za 160 tys. zlotych nie? ;P

Anonimowy pisze...

Nie zgodzę się z opinią o kablach że nie mają znaczenia i że najlepiej kupić najtańszy kabel "z supermarketu". Moje doświadczenie to kilka kabli studyjnych budżetowych oraz kilka kabli audiofilskich budżetowych. Nie wymieniam firm by nie brzmiało jak reklama. Konkluzji możemy się domyśleć - w systemie pozostały kable audiofilskie budżetowe (bo nie stać mnie obecnie na droższe:-) ze względu na "efekt końcowy" czyli charakter dźwięku jaki oddał system. Bardzo czysta miedź stydyjna - genialna parametrowo - poległa z "high endem" o gorszych parametrach elektrycznych:-)

Anonimowy pisze...

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie istnieje hi-end lub że nie warto za niego dopłacić. Średnio wprawne ucho, na które nie nadepnął słoń jest w stanie rozróżnić jak spore mogą być różnice w jakości dźwięku. Oczywiście jestem zdania, że ponad pewną kwotę już nie ma sensu przepłacać, pytanie tylko gdzie jest ta granica optymalnego stosunku jakości do ceny i który producent ją osiągnął. Pozostaje to subiektywnej ocenie słuchacza. Jeden woli gdy mu skrzypce pięknie grają, inny gdy bas wprawia w wibrację jego żołądek a może i cały dom. Dźwięk idealny- to ten odsłuchiwany'na żywo' w studio, na koncercie, w filharmonii itp. Wszystko inne to reprodukcja lepsza lub gorsza. Ideał powinien być naturalny i neutralny, prawdziwi mistrzowie dźwięku tworzący prawdziwy hi-end wiedzą jak zbliżyć się do odtworzenia oryginału. Prawdziwy hi-end istnieje i często demaskuje niedoskonałości tanich imitacji. Trzeba tylko dobrze wybrać.

XYZPawel pisze...

ja też się nie zgadzam, że hi-end nie istnieje :) istnieje, ale jest DEAD :)) Cieszy mnie każdy czytelnik, ale najbardziej lubię tych uważnych :) polecam jeszcze raz przeczytać artykuł, bo ja mam argumenty i dowody na poparcie swoich słów... :) Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

Ależ hi-end istnieje i warto też za niego dopłacać, na co dowodem są tacy klienci, którzy za niego dopłacają :)
Tylko zanim się zacznie bezmyślnie zachwalać walory hi-endu, warto się dowiedzieć za co się w nim dopłaca i dlaczego.

Jest takie powiedzenie "sprzedawaj drogo, będziesz miał bogatych klientów".
Dlatego powstał hi-end - żeby sprzedawac drogo.

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem powinno się to nazywać "Blog Głuchoniemego". W tekście jest dużo półprawd i nieprawd. Nie jest np. prawdą, że sprzęt high-end jest gorszy pomiarowo. No, chyba, że mierzył Pan tylko jeden parametr i tylko na jednym przykładzie. W znakomitej większości przypadków występuje korelacja między mierzalnymi parametrami a ceną sprzętu. I jeszcze jedno. Na jakość sprzętu nie składają się ceny poszczególnych składników, ale odpowiednia topologia układu. I nie do tyczy to tylko kolumn, ale każdego układu elektronicznego. Kiepski kucharz z najlepszych składników zrobi kiepską potrawę, a dobry, dobrą. Dobremu trzeba jednak sporo zapłacić i stąd ceny sprzętu. Co do brzmienia. Oczywiście, że zdarzają się czarne owce, czyli sprzęt niewarty swojej ceny, jednak znowu w znakomitej większości powiązanie jakości brzmienia z ceną jest bezsprzeczne i tylko głuchoniemy w teście ABX tego nie słyszy.

XYZPawel pisze...

Łzy mi pociekły ze wzruszenia... w końcu :) w końcu ktoś znalazł dowód, że hajend ma sens :)) ale, ale... gdzie on jest ?!? "W znakomitej większości przypadków występuje korelacja między mierzalnymi parametrami a ceną sprzętu" no super, gdzie znajdę to przypadki ? i jak potwierdzone ? na ucho audiofila ? ;) takich "dowodów" są miliony :) bo każdy audiofil to "wie" ale jakoś nie potrafi tego udowodnić... a ja, niestety, jestem niewierzący... więc czekam na dowody :) Póki co, to żaden audiofil nie przeszedł testu ABX, więc... :) Może jestem głuchoniemy, ale racja jest po mojej stronie :)))

Anonimowy pisze...

Ludzie uwielbiają tworzyć sobie systemy wiary. Jedni jadą do Lichenia, inni do 'salonu audio'. Audiofilom polecam poczytać coś o psychologii percepcji. Na zasadzie porównania wystarczy wspomnieć zasadę, którą znają dobrze restauratorzy - człowiek je oczami.

Autora bloga pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Szczerze. Nie jestem Hajendowcem, bo mnie na to nie stać, ale wiem napewno, że haj...owe określenia typu: wysmakowane góra i dół, gęsty bas, feerie dźwięków, subtelny srodek itd.. to kupa żarcia. Ale kto chce jeść kupę?
Jeśli kochasz muzykę, a nie jesteś kolesiem słuchającym jamnika, a z drugiej strony nie wydajesz 300 tys. za klocek (znowu żarcie!)to wystarczy dopasować do siebie sprzęt audio i rozkoszować się dalej muzyką...., a nie swoim ego.

adiblol pisze...

Dzięki za ten wpis. Teraz wiem że nie mam co wymieniać karty dźwiękowej na PCI (SigmaTel STAC9708,11) bo jej zniekształcenia są poniżej słyszalności ani kabla łączącego ją z resztą systemu bo bez właściwej akustyki nic nie zdziałam. Przechodzę na słuchawki.

Enhancer pisze...

Jest takie powiedzenie "sprzedawaj drogo, będziesz miał bogatych klientów".
Dlatego powstał hi-end - żeby sprzedawac drogo.


:) To jest kwitesencja tego bloga :P

To jest pierwszy blog, który czytam z komentarzami. Na myśl o Audio VooDoo robi mi się słabo.

Po przeczytaniu tego wątku... zrobiło mi się smutno... Tak jakbym jaki Armagedon był i nagle cisza nastała. Szelest zgniłych ciał... Odpadające czaszki zgruchotane przez kiśniejące piszczele. Czy ludzie są na prawdę takimi imbecylami?
Choroba psychiczna XXIw. Audio VooDoo. "Nauka! Audio-Głupku!" Może tak powinno brzmieć hasło Niewiernych. Tak! Jestem Niewierny! A Ręce mi opadają na widok pAUDIOfili... Bardzzo serdecznie pozdrawiam autora blogu i ludzi normalnie myślących. Nauka z wami, fizyka nie śmierdzi, idźcie w pokoju.

Anonimowy pisze...

Panie Enhancer odniosę się tylko do pana wypowiedzi, bo swoim wpisem udowodnił pan nie tylko, że jest ignorantem ale również próbuje pan obrażać innych. Śmiejemy się tylko dlatego, że mamy do czynienia ze słuchem? Też pan będzie taki dowcipny jeśli zaczniemy rozmawiać o Hi-End'zie w świecie obrazu? Tak się składa panie szanowny, że to właśnie fizyka determinuje wykorzystanie pewnych środków do osiągnięcia pewnego celu. Inaczej mówiąc w niektórych przypadkach bez nakładu środków nie jesteśmy w stanie uzyskać zamierzonego celu. Dlatego jedne techniki nadają się lepiej a inne gorzej w świecie video ale i w audio a przez to są droższe. Jeśli nie wyraziłem się wystarczająco jasno następny wpis będzie dotyczył konkretnych przykładów panie znafco tematu. I będą to przykłady potwierdzone fizyką skoro fizyke podaje pan jako argument....

Anonimowy pisze...

Jako skromny inżynier elektryk pozwolę sobie nie zgodzić się z niektórymi tezami Autora artykułu. I tak:
1. Kable łączące wzmacniacz z kolumnami na pewno nie powinny być jakiekolwiek. Z uwagi na zjawisko naskórkowości powinny być wykonane z oddzielnych, izolowanych, cienkich przewodników. Nie musi ich być strasznie dużo, ale nie może to być po prostu jeden gruby przewód. Pojemność pomiędzy żyłami kabla kolumnowego powinna być jak najmniejsza - w konsekwencji powinny być one zdystansowane. I wreszcie - dobrze by było, aby te kable były zaekranowane - dla ochrony innych urządzeń przed ich oddziaływaniem i vice versa. Natomiast, Autor ma rację, że rodzaj użytego przewodnika prądu (miedź, miedź krystaliczna, srebro) nie powinien mieć znaczenia. Ale wtyczki na końcach kabla powinny byc pozłacane - celem uniknięcia śniedzenia.
2. Interconnecty też nie mogą być byle jakie. Warunkiem sine qua non jest ekranowanie sygnałów poszczególnych kanałów. Przypominam, przenoszą one pojedynczowoltowe sygnały o częstotliwościach z zakresu 20-20000Hz.
3. Wzmacniacze potrafią grać istotnie różnie. Ja słyszę wyraźną różnicę pomiędzy wzmacniaczem zintegrowanym Denona a Yamahay (cena obu ok. 1000 zł). Denon gra z "wykopem", a Yamaha bardzo precyzyjnie i nieco chłodno (może przez tą precyzję). Generalnie, wzmacniacz zintegrowany to delikatne urządzenie, ponieważ ma przenosić sygnały o częstotliwościach różniących się jak 1000:1. To rodzi określone kłopoty techniczne, już na poziomie wstępnych wzmacniaczy operacyjnych. Nie są to kłopoty banalne do przezwyciężenia.
4. To prawda, że przetworniki A/C i C/A nie są drogie (choć może nie aż tak tanie, jak pisze Autor), ale ważna jest też ich aplikacja. Np. napięcie odniesienia - powinno być idealnie stabilne i, oczywiście, pozbawione jakichkolwiek składowych zmiennych (czyli zakłóceń). Sygnały analogowe w ogóle są zagrożone zakłóceniami, o które skądinąd nie trudno w urządzeniu zawierającym też część cyfrową.
5. Kolumna głośnikowa nie jest tylko ładnym opakowaniem na głośniki. Ona też uczestniczy w przenoszeniu dźwięku i to jakie ma wymiary, z czego jest zrobina, jak jest wykonana w środku (tłumienie) ma duże znaczenie. Czy powiedzielibyśmy, że drewniana część gitary nie ma znaczenia, bo to przecież struny grają ?
6. Testy ABX mają swój oczywisty sens, o ile osoba słuchająca ma odpowiednie przygotowanie muzyczne - po prostu powinien to być zawodowy muzyk. Na prawdę nie powinien to być człowiek z ulicy - ja mam znajomych, którzy twierdzą, że nie słyszą żadnej różnicy pomiędzy muzyką skompresowaną MP3/128kb/s a muzyką nieskompresowaną (WAV)... I ja im wierzę... Oni rzeczywiście nie słyszą różnicy.

XYZPawel pisze...

"Jako skromny inżynier elektryk pozwolę sobie nie zgodzić się z niektórymi tezami Autora artykułu"

Mam wrażenie, że kolega inżynier nie przeczytał mojego artykułu :) moje "tezy" są mocno podparte argumentami, a twierdzenia kolegi inżyniera są twierdzeniami, które mozolnie obalam w moim pisaniu... ale ok, można i tak :)

Anonimowy pisze...

Ad rem.
1. Zjawisko nakórkowości jest opisane w każdym podręczniku do elektrotechniki teoretycznej. Mógłby Pan, przez ciekawość, policzyć o ile zmienia się efektywna rezystancja przewodu 2.5mm2 ze zmianą częstotliwości płynącego w nim prądu o 1000 razy (z 20Hz do 20kHz). Również możnaby policzyć pojemność pomiędzy dwoma takimi przewodami w funkcji odległości między nimi i indukcyjność wzajemną między nimi. Ja nie liczyłem, a czasu i ochoty, szczerze mówiąc, nie mam. Zrobi Pan to ?
2. Nie boi się Pan oddziaływania zakłóceń na sygnały o poziomie setek mV ? Ja się boję i dlatego ekranowałbym interconnecty i odsunął je od siebie. To zresztą nie jest straszny koszt. Za ok. 100zł można nabyć parę świetnych interconnectów 0.5-1m.
3. Na pewno nie jest tak, że wszystkie wzmacniacze zintegrowane grają tak samo. Dawno by to zauważono - nie tylko Pan ma głowę i uszy.
4. Podtrzymuję, co napisałem, na podstawie doświadczeń własnych, choć nie ze sprzętem audio. Będzie Pan bronił tezy, że napięcie odniesienia do przetwornika C/A lub A/C może być byle jakie, np. 5V z zasilania układów cyfrowych ?

Generalnie, ja z Panem się zgadzam, że różne firmy próbują wyciągnąć pieniądze z ludzi pod różnymi pretekstami, a sekundują im w tym różni "odsłuchiwacze", którzy wysłuchają nawet rodzaj listwy zasilającej... Ale wyciągnął Pan z tego procederu zbyt daleko idące wnioski techniczne.

XYZPawel pisze...

ok.
1. Panu się nie chce a mi się ma chcieć ? Po co, jeśli nikt nie przechodzi testu ABX kabli ? To po co się wdawać w teoretyczne rozważania ? ale ok, proszę bardzo: temat oczywiście znam. Głębokość wnikania prądu przy 20kHz jest około 1 mm, średnica popularnego kabla 2,5mm2 jest 1,874. Czyli taki kabel jest wystarczający (wnika z każdej strony 1 mm). End of story
2. Używam IC ekranowanych, to żaden problem. 2 zł za metr.
3. "Na pewno" ale fakty temu przeczą. Nikt nie przeszedł testu ABX przeczącego temu co napisałem.
4. Niech pan spróbuję kiedyś zrobić test ABX, zdziwi się Pan :)

Anonimowy pisze...

Ad rem.
1. Panu ma się chcieć, a nie mi, bo to Pan stawia kontrowersyjne tezy, a nie ja. Ja mam dowodzić, że Pan się myli, czy Pan, że ma rację ? Proszę Pana, to jest poważna sprawa na poważny artykuł w prasie specjalistycznej. Pan powinien zebrać, że się tak wyrażę, materiał dowodowy. Nie wystarczą same testy, musi być podbudowa teoretyczna. Trzeba oczywiście zacząć od przeglądnięcia literatury specjalistycznej w temacie.
2. Ale gdzie można kupić w tej cenie ? Może nie jestem na bieżąco.
3. Nie fakty, ale, jak się zdaje, dane z jednej strony internetowej. Ja ich nie neguję, ale one są, właśnie, jednostkowe. A co do grania wzmacniaczy... kurcze blade, ja mam słuch "taki sobie", a wyraźnie słyszę różnicę. Niech Pan sobie uświadomi, że stawia Pan tezę, że wszystkie wzmacniacze są TAK SAMO DOBRE; czy te z Chin również ? Pytam nie tylko ironicznie, bo zetknąłem się z kolumanmi aktywnymi chińskiej firmy "Microlab", których wzmacniacz chyba jednak, a nie same kolumny, wyraźnie gubił szczegóły materiału dźwiękowego. Ale za to, Tina Turner brzmiała świetnie, rewelacyjnie, baaardzo rockowo i z wykopem; ona po prostu nie ma takiego głosu.
4. Nie mam możliwości.

XYZPawel pisze...

I tu dochodzimy do sedna :) To nie ja muszę udowadniać. Firmy audiofilskie wyszły ze swoimi gadżetami: drogimi wzmacniaczami, kablami itd. To one powinny udowodnić i wyjaśnić, skąd ta cena i dlaczego te ich zabawki są lepsze. Oczywiście żadna tego nie zrobiła, oprócz marketingowego bełkotu. Ja tylko przedstawiam argumenty, że to wszystko jedna wielka ściema. Jak ktoś woli wierzyć NA SŁOWO ściemniaczom z branży audio, to jego problem. Ja mogę polecić tylko przeczytanie całego mojego bloga. Naprawdę warto :)

Anonimowy pisze...

Panie Pawle gratuluję. Świetny artykuł i polemika oparta na faktach, nie na agresji. To dzisiaj rzadkość w necie.

pozdrawiam
K

Anonimowy pisze...

Dzień dobry. Przymierzam się do zakupu sprzętu muzyczne - chciałbym, żeby był porządny i pozwolił mi w pełni cieszyć się muzyką. Aktualnie cieszę się, że trafiłem na Pana blog.
To co Pan pisze i popiera opublikowanymi w sieci testami jest bardzo zgodne z moimi podejrzeniami. Dzięki temu łatwiej będzie mi dokonać wyboru, czyli nie komplikować i nie wydłużać go przesadnie. Bazować na własnym wyczuciu.

Audiofili, którzy przeczytają mój wpis i zaczną kiwać głowami nad moim idiotyzmem, uspokajam, że planuję posłuchać kolumn przed zakupem. A nawet porównać je z innymi.
Natomiast odnośnie CD - mam CD wyprodukowane w 91 roku. Ono naprawdę gra (przepraszam za wyrażenie) zajebiście. Oczywiście zajebiście dla mnie. Ale nie jest mi potrzebne, aby grały zajebiście dla kogokolwiek innego.
A słuch (rzecz subiektywna) wydaje mi się, że mam dobry i jestem wrażliwy muzycznie (w szczególności dostrzegam różnicę pomiędzy audio cd i mp3 128 kbps; różnicy pomiędzy audio CD i mp3 320 kbps przyznaję się, że już nie dostrzegam).

BTW na temat sprzętu audio i audiofili rozmawiałem dziś z kolegą. Opowiedział mi zdarzenie, które bardzo mnie rozśmieszyło, a przy okazji nadaje się do przedstawienia tutaj:
swego czasu trafił do sklepu audio w celu wyboru i zakupu kolumn. Sprzedawca zaprezentował mu dwa zestawy. Zachwycał się puszczając muzykę z kolumn droższych. Wskazywał niedoskonałości brzmienia kolumn tańszych. Bardzo się zdziwił (sprzedawca) i bardzo mu się zrobiło głupio, gdy okazało się, że w momencie, gdy przed rozpoczęciem prezentacji wyszedł na chwilę (telefon, czy coś w tym rodzaju), kolega, lubujący się w psikusach urodzony sceptyk, przełączył kabelki. W efekcie, gdy sprzedawca puszczał muzykę z drogiego zestawu i zachwycał się jej brzmieniem - grały kolumny tanie. Gdy wskazywał niedoskonałości brzmienia kolumn tanich, w rzeczywistości grały te świetne.
śmiech na sali

Panowie audiofile - wierzę, że wśród Was są ludzie racjonalni i wrażliwi muzycznie. Jednocześnie, po kilkugodzinnej lekturze postów na audiofilskim forum, jestem pod olbrzymim wrażeniem bijącej po oczach sztuczności 80% przesłanych tam postów - powinniście przeprowadzać jakąś selekcję członków, bo te 80% Was ośmiesza i dramatycznie obniża merytoryczną wartość wątków.

Anonimowy pisze...

Ciekawie Pan prawi.. omalże w zgodzie z moimi wrażeniami / wiedzą :)

Jako człek uratowany onegdaj przed pogrążeniem sie w otchłań audiofilizmu, a na świerzo mając w uszach nieco dobrego sprzętu (wsparcie techniczno moralne przy zakupach kolegi:) pozwolę sobie dorzucić trzy grosze:

grosz 1. - zgoda na wzmacniacze

grosz 2. - kable? Hm wydaje mi się, że niektóre przynajmniej słychać. Hi-end zwłaszcza. I tak ma być. Po prostu są zaprojektowane jako filtr / obwód LRC. Dowodu nie mam, ale w ślepych testach (sprzedawca nie mówił które podłącza - o to go poprosiliśmy) różnica była łapalna. Hi-end (hi-cena) wyraźnie zniekształcał dźwięk = odpadł.

grosz 3. - źródło cyfrowe. IMHO słychać różnice w części analogowej. I znowu Hi-end upiększa, a najtańsze dvd nie dają rady prądowo na niskich. Dobry CD vs. tanie dvd + DAC: o różnicach audiofile jedynie podyskutują :) Dobre CD vs. samo tanie dvd: dukata przeciw orzechom, że na swoim materiale poznam bez pudła.

Jeśli ma Pan orzechy i ochotę na dukata proszę pisać ;) aj.kuba@gmail.com

Pozdrawiam
Jakub Jędrzejewski

PS: tak rozsądnie Pan pisze o technice, a takie głupstwa o religii. Ok.. Pański blog chyba nie dla filozoficznych dysput założony, tedy dziur w rozumowaniu nie wytykam :)

Anonimowy pisze...

Pan Paweł jest wyjątkowo arogancjki a może zarozumiały.
Pan skromny inżynier elektryk podaje prawdziwe argumenty, a Pan Paweł udaje, że ich nie ma.
Skądś znam ten typ.
Panie Pawle, ma pam w 90% rację. Audiofile ortodoksi nie mają jej nawet w 10%. Ale pana polemika z inżynierem elektrykiem powoduje, że przestaje sie ufać w Pana intencje. Nie chodzi o prawdę tylko o to by Pana było na wierzchu.

Kable naprawdę słychać.
Nie słychać roznicy pomiedzy 100 roznymi poprawnymi kablami od 100pln do 10kpln ale roznice miedzy zwyklym drutem akranowanym a porzdnym kablem słychać.

obaj pomineliscie jeszcze jeden efekt
nie tylko efekt naskorkowosci sie liczy ale rozniez utlenianie
stad stosuje sie srebro, nie dlatego ze to trendy ale dlatego ze tlenek miedzi nie przewodzi prądu a tlenek srebra i owszem.
stad kable miedzien starzeją się a srebrne nie.
w praktyce wystarczy posrebrzana miedz
ja wlasnie takich uzywam

wzmacniacze tez słychac
wzmacniacz ni gra sam, on zasila kolumny
w kablu płynie czasem nawet kilka amperów. ceinki kabelek osłabia niskie tony, to słychać

p.s. ja sobie byłem audiofilem od 91 roku i nie widzaielm w tym nic dziwnego, urzadzenia grają roznie i warto ich posłuchac, ale jak kilka lat poxniej pojawily sie testy kabli zasilających to coś mnie ruszyło, panowe zaraz zaraz.
to moze słychać rodzaj elektrowni - to nie żart, prąd z elektrowni wiatrowych jest bardzo kiepski w porownaniu z węglowymi, to sie da zmierzyc prostym oscyloskopem. ale jak moze pomoc wymiana ostaniego metra kabla skoro prąd płynie kilometrami. Jesli to ma miec wplyw na dzwiek, to ktos bardzo xle zaprojektowal zasilacz,
wiele firm audiofilskich np Linn twierdzi że nie są potrzebne specjalne zrodla zasilania, ale oni robią swieten zasilacze.
i oni nigdy nie uwierzyli w odtwarzacze CD. Przeskoczyli z Vinyli na odtwarzacze strumieniowe. Bardzo praktyczna firma, niestety sprzet mają drogi.

pozdrawia
Dzezik

XYZPawel pisze...

Cieszę się z tak pilnego czytelnika, ale fajniej byłoby jakby czytał dokładniej :) i miał lepsze argumenty niż: "naprawdę słychać". Bo właśnie z takich argumentów się cały czas nabijam :)

pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Panie Pawle.
Porusza Pan na swoim blogu dość istotną tematykę. Można rzec, że zasadniczy jego wątek dotyczy próby odpowiedzi na podstawowe pytanie – czy cena towaru uzasadnia jego wartość ?.
Otóż muszę Panu powiedzieć, że prawie zawsze nie, ale zdarza się, że czasami tak – tylko wtedy z reguły jest to dziełem przypadku. Nie będę rozwodził się w swoich analizach, bo po prostu nie mam na to czasu. Powiem jednak, że problemy, które Pan porusza na swym blogu nie są ani odkrywcze, ani wyjątkowe. Otóż za wzorem Pana powinniśmy znaleźć w internecie inny blog na temat horrendalnych i nieuzasadnionych cen luksusowych zegarków. Tutaj dopiero można pisać o braku adekwatności ceny do …. (parametrów) dokładności czasomierzy. Wszak zwykły CASIO za 5 zł będzie chodził o niebo dokładniej od dowolnego luksusowego i piekielnie drogiego Zenitha. Pisze Pan, że często firmy produkujące sprzęt dla audiofilów wkładają do środka drogiego sprzętu bardzo tanie układy elektroniczne. Zakładam, że to prawda. A jak jest w przypadku zegarków ? W kilku modelach różnych producentów jest ten sam werk ETA, a ceny zegarków tak różne, że różnica pomiędzy nimi sięga czasami kilkudziesięciu tysięcy złotych. No cóż, dlaczego zatem ludzie kupują drogie zegarki, skoro inne modele z tymi samymi werkami pracują może dokładniej, a są wielokrotnie tańsze ?. Być może tak samo jak w przypadku zegarków i innych dóbr materialnych cena wyznacza i określa grupy klientów, którzy zapłacą za prestiż i przynależność do danej grupy. Z drugiej zaś strony proszę porównać wykonanie zegarka mechanicznego za 500 zł, i takiego za 10 000 zł. Różnica jest ogromna. Ale tym ta różnica staje się mniejsze im próbujemy porównać zegarki z wyższych półek cenowych. Różnica wykonania i użytych materiałów w zegarkach za 10 000 zł i za 60 000 zł już nie jest tak oczywista. Być może tak właśnie jest w przypadku sprzętu audiofilskiego. Wzmacniacz z wysokiej półki na przykład za 150 000 zł nie może (moim skromnym zdaniem) grać 150 razy lepiej niż ten za 1 000 zł - co uzasadniałoby całkowicie jego cenę, bo to przecież niemożliwe.
Największym dla mnie problemem jest jednak próba wyobrażenia sobie faktu, że lepsze – cokolwiek to oznacza - kable, spowodują proste przełożenie na lepszy dźwięk sprzętu. Ale … do końca nie potrafię się przekonać na nie – tylko z powodu i dlatego, że nie potrafię sobie tego wyobrazić.
(ciąg dalszy w drugiej wiadomości)

Anonimowy pisze...

Otóż diabeł siedzi w szczegółach. Ciekaw jestem jak Pan zaopiniuje fakt, że nie audiofile, ale poważni zawodowi muzycy, na co dzień świadczący pracę dla teatrów muzycznych i filharmonii bezbłędnie odkryją różnicę w dźwięku tanich szkolnych skrzypiec i tych z różnych półek cenowych. Pomijam nazwy producentów, ale nie sposób pominąć legendy Stradivariusa. Bezcenny instrument (kilka egzemplarzy na świecie) – ile warty ? …. Bezcenny, gromadzi dodatkowo setki i tysiące ludzi w filharmonii, jeśli tylko muzyk pojawia się z tym instrumentem na koncercie. Niewiarygodny dźwięk tego instrumentu to mit czy prawda ? Muzycy i lutnicy całej Europy, próbują do dziś znaleźć sposób wyprodukowania takiego instrumentu, ale bez skutku. W pracach badawczych uszkodzono nawet jeden z egzemplarzy, gdy dostrzeżono bliskość odpowiedzi tkwiącej w lakierze pudła rezonansowego instrumentu.
Tutaj możemy pójść dalej w rozważaniach. Czy skrzypce Stradivariusa to przedmiot użytkowy czy też może już dzieło sztuki ? Moim zdaniem jedno i drugie.
Myślę w uproszczeniu, że podobnie, ale nie do końca, jest w przypadku sprzętu HiEnd-owego. Audiofile płacą - trochę za dobry dźwięk (Stradivarius), a trochę za prestiż i wykonanie (Zenith). Przecież kupując drogi sprzęt HiEnd-owy – klient zwraca uwagę również na markę, wykonanie, jakość, mebel …. itd. – a przy okazji na dobry dźwięk. Ja wiem, że to mało logiczne i nie uzasadnione, ale czy w pasji w ogóle bierze się pod uwagę logikę ? A przecież audiofil to pasjonat. Zgadzam się z wieloma uzasadnionymi wywodami autora, natomiast trzeba sobie uświadomić, że pasja, która towarzyszy audiofilom nie jest czymś złym. Nawet jeśli postępują lekkomyślnie i wyrzucają w błoto dziesiątki tysięcy złotych, to jest to sprawa osobista. Oczywiście zgadzam się z tymi wypowiedziami autora w których gani on drapieżność, a czasami chamstwo audiofilów – szczególnie gdy ta drapieżność wypływa bezpośrednio z megalomanii i wiedzy nie sprawdzonej, a często także z głupoty.

Anonimowy pisze...

Najważniejsza i tak jest akustyka pomieszczenia i żaden sprzęt czy to za 1000zł czy też za kilkadziesiąt tysięcy złoty nie zagra dobrze w standardowym pokoju, salonie. Po prostu nie będzie większej różnicy w odbiorze. Pomieszczenia te porostu do tego się nie nadają i nie da się w nich uzyskać porządnej akustyki. Chyba, że jesteśmy posiadaczami pomieszczenie tylko i wyłącznie przeznaczonego do słuchania muzyki. Ale takich osób w Polsce, z dedykowanym pomieszczeniem odsłuchowym nie ma za dużo. Wtedy różnica będzie wychwytywalna, ale też tylko do pewnego momentu i tu cena nie gra roli, byle by wzmacniacz, CD, posiadały, miały dobre parametry i były poprawnie zrobione elektrycznie jak i mechanicznie. Oczywiście w następnej kolejności po pomieszczeniu są kolumny. I tu jest duże pole do popisu w eksperymentach,każda zagra inaczej i tu raczej nie powinno się oszczędzać, nie tylko kasowo ale przede wszystkim czasowo: testować i jeszcze raz testować. Chociaż z tym u nas jest trudno. Ciężko jest z wypożyczeniem sprzętu przed zakupem do domu. Powiem więcej zagra też inaczej każda para kolumn tej samej firmy, ten sam model kupiony w innym odstępie czasowym. Zmieniają się materiały użyte do produkcji(chociaż wizualnie będą te same), inne gąbki, dostawca kabli, klej do produkcji płyt do obudów,surowce, zmieniają się dostawcy poszczególnych elementów. Podsumowując zmieniają się procesy produkcyjne poszczególnych elementów o czym większość z nas nie ma pojęcia. Nawet sam producent, który kupuje poszczególne elementy od poddostawców. Oczywiście cały czas mówię o kolumnach, bo to wszystko ma wpływ na dźwięk. We wzmacniaczach, odtwarzaczach to wszystko można pomierzyć i wyłapać różnicę w parametrach i skorygować. W kolumnach jest problem, bo z pomiarami jest gorzej. Decyduje odsłuch jak w skrzypcach. Nie da się zrobić skrzypiec nawet 2 sztuk o tym samym brzmieniu, bo będzie już inne drewno, pobrane z innego miejsca martwego już drzewa. Podsumowując zgadzam się z założycielem tego bloga, najpierw:
- pomieszczenie (akustyka pomieszczenia)
- kolumny
Reszta to poprawnie skonstruowany wzmacniacz, odtwarzacz CD - i nie musi kosztować kropcie. Kable miedziane (z prawdziwej miedzi), ekranowane, itp. Nie wiem czy wiecie, ale bardzo dużo kabli na rykach światowych jest aluminiowych miedziowanych. I tu leży problem ich wpływem na dźwięk. Kupcie sobie np. polski kabel głośnikowy z polskich zakładów produkujących kable miedziane, które spełniają nasze normy i porównajcie je z kablami hi-end produkowanymi w P.R.C - możecie się zdziwić. Pozdrawiam Robert

Anonimowy pisze...

Prawda jest cicha. Prawda nie zabiega o promocję. Prawda nie potrzebuje gadaniny.

Ergo - paplanina XYZ sprowadza się do stwierdzenia, że większość ludzi zaangażowanych hobbystycznie w sprzęt audio jest głupsza od niego. Autor przepełniony satysfakcją z tego wiekopomnego odkrycia łaskawie dzieli się nią z czytelnikami, którzy otrzymują miłosierną szansę naśladowania go i podążania za jego objawieniem.

Dziękujmy za ten wspaniały akt łaski! Naśladujmy jedyny słuszny pogląd wielkiego autora! Nie tkwijmy w cichej prawdzie - przejdźmy do "prawdy" wymagającej równie przydługich wywodów i nieustannej agitacji z wytykaniem niezgodności innych poglądów z naszą ideologią!

Adrian Silesian pisze...

Prawda jest cicha. Prawda nie zabiega o promocję. Prawda nie potrzebuje gadaniny.

Wolę słuchać tej "gadaniny" niż takich audio-oszołomów jak autor tego komentarza, wciskających ludziom kit, głupoty i nie mające nic wspólnego z nauką frazesy w stylu: kable maja wpływ na dźwięk, kup Pan wzmacniacz za 40 000 - on zagra lepiej niż ten za 5000. Amen

XYZPawel pisze...

Drogi Anonimie
Nie rozumiesz istoty objawienia i ideologii. To o czym piszę nie ma NIC wspólnego z tymi rzeczami. Jest dokładnie odwrotnie, to szamani audio mają objawienia i każą siebie słychać bez dowodów :) No, ale zrozumiałbyś to, gdybyś ze zrozumieniem przeczytał chociaż jeden z moich artykułów, ale widzę z tym krucho :) Ale nic to, TY kupuj jak najdroższy sprzęt audio, będziesz szczęśliwy :) Innym doradzam ostrożność :)

Anonimowy pisze...

Generalnie zgadzam się z autorem artykułu, dostrzegając wszakże, iż wkradło się kilka uogólnień, które jednak nie rzutują na całość w stopniu znacznym.
Chciałbym jedynie dodać, że aby testy (odsłuchy) dowolnego elementu zestawu audio były miarodajne, należy zadbać o to, aby jakość pozostałych elementów, była na możliwie wysokim poziomie, co pozwoli uniknąć "wąskiego gardła".
Podobnie jak autor artykułu, ja również uważam, że najtrudniejszym procesem, obarczonym największymi niedoskonałościami, jest przetwarzanie fali prądu elektrycznego w falę akustyczną.
Poniżej pozwolę sobie na własną, procentową ocenę wpływu poszczególnych elementów zestawu audio, na efekt końcowy, z uwzględnieniem ogólnego stanu techniki na dzień pisania niniejszego komentarza:
80% - zestaw głośnikowy (uwzględniając akustykę pomieszczenia)
10% - wzmacniacz
5% - źródło
5% - cała reszta (tylko błagam, nie piszcie o kondycjonerach i kablach sieciowych, bo zęby mnie wtedy bolą...)
Pół żartem, pół serio...
Onegdaj mój serdeczny kolega, któremu jeszcze wtedy wydawało się, że ma zadatki na rasowego audiofila, uparł się, aby kupić mu drogie kable głośnikowe. Na nic zdały się moje usilne tłumaczenia, że to nie ma większego sensu. Chcąc go jednak "przestrzec" przed kolejnymi zbędnymi zakupami (w planach był nawet kondycjoner), postanowiłem sprawdzić jego zdolność percepcji w przedmiotowym zakresie. Zakupione, 3. metrowe, mocno "audiofilskie" kable ułożyłem obok swoich, 20x tańszych, ale w szereg z tymi pierwszymi, wtrąciłem ok. 10. metrowe odcinki najzwyklejszego, płaskiego kabla instalacyjnego 2x2,5 mm2. Zwoje tegoż dokładnie ukryłem za wzmacniaczem, a po przyjściu kumpla, bezzwłocznie przystąpiliśmy do "ślepych" testów.
Jak łatwo się domyśleć, "lepsze" okazały się kable droższe, a jedyna korzyść z tej historii jest taka, że przy piwie mamy się z czego pośmiać ;-). Do dziś mam przed oczami jego minę, kiedy pokazałem mu 2 zwoje kabla energetycznego.
Winien jestem jeszcze info, że podczas testów dysponowałem w miarę przyzwoitymi zestawami głośnikowymi ESA CONTINUUM (przetworniki Scan-Speak) i ESA FURIOSO (Scan-Speak seria Revelator).
W ten oto sposób kolega został skutecznie wyleczony z pozornego "audiofilstwa", a pieniądze zaoszczędzone na niedoszłych zakupach, przeznaczył na wymianę zestawów głośnikowych na znacznie lepsze.