piątek, 1 kwietnia 2016

Audiofilska Chmura


Każdy doświadczony audiofil wie, ze muzyka ze zwyklej chmury brzmi źle. Z Google Drive, na przykład, płasko i bez wyrazu, a z Apple Cloud nienaturalnie, efekciarsko i sztucznie. Wyrafinowany audiofil wiec, z żalem i smutkiem, zmuszony był do tej pory do korzystania ze starodawnej, ale wspaniale brzmiącej płyty CD. Od teraz ma się to zmienić :) 

Fachowcy z Arto Cayado, po wielu lat badań, prób i błędów, i wydaniu wielu, wielu milionów dolarów, wypuścili, na razie w wersji Beta, chmurę internetowa, która ma spełnić wszystkie wymagania audiofilskiej braci.

Niżej podpisany miał zaszczyt, jako jeden z kilku osób na świecie (!), gościć w swoim komputerze dostęp do tej super wyrafinowanej technologii. I stało się. Po odpaleniu kilku utworów nie mogłem po prostu dojść do siebie z wrażenia! Poprawa nastąpiła w każdym aspekcie dźwięku! Niskie były głębokie jak Rów Mariański, średnie naturalne jak Marusia z Czterech Pancernych, wysokie… ach, wysokie śpiewały delikatnie jak słowiki na wiosnę, a czerń była czarna jak czarna dziura!!! Niewiarygodne!!! Dość powiedzieć, że po tym spektaklu dwie godziny szukałem swojej sztucznej szczęki, która wypadła z mojej opadniętej kopary... Ale było warto! To niesamowite, ale zwykłe mp3 brzmi z tej chmury jak Flac, a zwykły Flac jak 24Bity!

Miałem okazje rozmawiać na ten temat z niektórymi z najważniejszych osób w audio i wszyscy potwierdzają moje spostrzeżenia: dźwięk tysiąclecia (John Nierro z Absolute Sound), technologa XXII wieku (Mark z Stereophile), największe odkrycie od wynalezienia patefonu (Andre z The Sound), gdy słuchałem opery z tej chmury, miałem ochotę się kochać ze śpiewaczką, tu i teraz i zrobiłbym to!... gdyby nie to ze wolę chłopców (Wojtek z Highest Fidelity), nieodżałowany, przeboski Platon by płakał krokodylowymi łzami, gdyby posłuchał tej niezrównanej arii z przebajecznej, przecudownej Trawiaty, z pietyzmem odtworzonej z tego kęsa technologii. Przenajświętszy bóg mi świadkiem, że widziałem rozwibrowane struny głosowe śpiewaczki podczas tej niewątpliwej uczty muzycznej (Piotr z Hajfajfilozophy).

Dostęp do tej chmury ma kosztować 199 euro na miesiąc. Rozbój w biały dzień, wiem, to prawda, ale ten dźwięk jest warty każdego eurocenta !!!

Już widzę na niektórych twarzach uśmiech politowania: że to niemożliwe, że przecież tylko kolumny grają, itp. bzdury (ha, ha, serio, są idioci, którzy tak myślą!!!). Cóż, tym niedowiarkom mogę tylko powiedzieć: zanim skrytykujecie, to posłuchajcie, a się przekonacie! Albo i nie.. a wtedy sprawa jest jasna: zbyt mało doświadczenia, osłuchania, (daleka droga przed wami) albo zbyt słaby sprzęt, który zasłania dobry dźwięk. Niestety, trzeba powiedzieć to otwarcie: niektórzy są zbyt biedni, żeby wstąpić do elitarnego klubu audiofilów, cóż, to nie jest klub dla gołowąsów, lub biedaków... Ale przecież jest tyle innych, wspaniałych zainteresowań, dla mniej zasobnych kolegów, jak kolekcjonowanie samochodów, na przykład.

Albo inaczej: krytykujący jest idiotą po prostu, no… drugi sort, taki animalny, to jest oczywista oczywistość.

Komputer był podłączony do routera kablem z najwyższej półki: Ziobala-Wierzba Master Reference Platinum mk5. Głośniki, jak zawsze, nieistotne, ten kabel mówi sam za siebie!

Recenzje tą spisał pod szczęśliwą nieobecność głównego redaktora, który by tylko przeszkadzał tutaj…:

ABCZenek

sobota, 31 maja 2014

Słuchowe iluzje

Audiofile myślą, że jedyne iluzje to są optyczne iluzje i iluzje niebogatych ludzi, że można mieć dobry dźwięk za nieduże pieniądze. Na drugie ICH złudzenie odpowiadam cały czas na moim blogu, a na pierwsze jest ten bardzo fajny filmik :)


(dzięki "I fucking love science")

Podyskutuj na forum :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Tusk docenia rolę audiofilii dla kultury polskiej

Opinia publiczna od wielu tygodni jest oburzona 6 mln dotacją na Świątynię Opacznosci Bożej. Wczoraj, po wielotygodniowych rządowych rozterkach, w końcu wyszedł na światło dzienne dokument świadczący o tym, że Tusk na serio wziął sobie do serca swoje stare postanowienie, ze nie będzie klękał przed księżmi.

W bezprecedensowym oświadczeniu Premier przyznaje, ze to był poważny błąd i że ta dotacja była zaprzeczeniem idei wspierania kultury przez państwo. Tusk obecnie chce całą kwotę przeznaczyć na wspieranie audiofili, doceniając jej wielka kulturotwórczą role i ważnym elementem dziedzictwa Narodowego. Zaskakujące oświadczenie wygłosił ojciec, prawie święty, Tadeusz Rydzyk, nieoficjalny przewodniczący polskiego episkopatu: "lepiej te pieniądze przeznaczyć na prawdziwa i szczerą wiarę niż na nadmuchanego bożka. Z budową muzeum można poczekać, aż ja umrę, w końcu, powiedzmy to szczerze, więcej osiągnąłem niż ten cały JPII".

Za te pieniądze stworzony zostanie szeroki front wsparcia kultury audiofilskiej: powstanie fundacja "Dobra audiofilia" wspierająca naukę audiofilską, pod wezwaniem Trojcy świętej: Ryka, Elberoth, Pacuła. Poprzez fundację dotowane będą uczelnie, które udowodnią w końcu oczywistą bezużyteczność testu ABX do testowania sprzętu audio. Fundacja rozpocznie działanie z rozmachem, od zorganizowania seminarium: „Czy audiofilia to pedofilia?”. Głównym prelegentem będzie prof. Lew Starowicz. Planowany jest także film dokumentalny pod tytułem „Z kamerą wśród audiofili”.

Powstanie także muzeum audiofili w Polsce, pod roboczą nazwą "Złote Ucho”. Ważnym eksponatem ma być pierwszy egzemplarz „Magazynu hi-fi”, wydany ówcześnie z konieczności na papierze toaletowym; ręcznie spisana historia banów XYZPawla na audiostereo.pl i odsłonięta zostanie mosiężna tablica, upamiętniająca heroiczną walka dzielnych moderatorów audiostereo z tym szkodnikiem, wrogiem dobrej audiofili i prawdziwej nauki audiofilskiej.

Ważnym filarem wsparcia kultury audiofilskiej będzie program: "Mój pierwszy kabel" (wsparcie ludzi kupujących swój pierwszy audiofilski kabel, rekompensata do 50% ceny, maksymalnie do 1000 zł).

Dla uciechy społeczności zostanie także zorganizowane publiczne palenie kukły symbolizującej niesławny „Test ABX”, połączonej z opiekaniem kiełbasek i piciem tradycyjnego analogowego piwa.

Donald Tusk ma nadzieję, że wsparcie udzielone tej grupie kulturowej pozwoli na zachowanie jej specyficznych zwyczajów i obrzędów, tak ważnych dla całej kultury ludowej.

Podyskutuj na forum, o tym wiekopomnym wydarzeniu.

czwartek, 27 lutego 2014

XYZAudio - reaktywacja

Miało to nie nastąpić, ale nastąpiło :) Reaktywowałem forum XYZAudio :) Wprawdzie w trochę innej formule, bo XYZAudio jest technicznym podforum na forum o bardziej ogólnej formule, ale JUŻ JEST:)

Co najlepsze: WSZYSCY starzy użytkownicy, wątki i posty zostały przywrócone :)

Zapraszam więc ponownie starych wyjadaczy i nowych userów do gorących dyskusji o audio, polityce, gospodarce i o braku boga :)

Muszę przyznać, że zrobiło mi się ciepło koło serca, gdy zobaczyłem stare, dobre forum ponownie :) Chyba jednak brakowało takiego miejsca w internecie... :)

Do klawiatur :)

forumbezboga.cba.pl

wtorek, 24 grudnia 2013

BlogBezBoga, czyli XYZPawel w nowej inkarnacji

Stało się, to z czym się nosiłem od jakiegoś czasu, w końcu się ziści: startuje z nowym blogiem :)

Tak naprawdę to z prawdziwym, bo ten do końca prawdziwym blogiem nie jest, trudno żeby był, z kilkoma wpisami na rok ;) ten prawdziwy będzie o religii i kościele bez pardonu, o gospodarce i polityce soczyście, czyli tym o czym powinien być prawdziwy blog :) no i myślę, ze będzie częściej aktualizowany :)

Z tym blogiem się nie żegnam, myślę ze raz na jakiś czas skrobnę jakiegoś posta, gdy audiofile mnie czymś natchną :) ale prawda jest taka, ze większość w tym temacie została już przeze mnie powiedziana... Zostały może jakieś drobne niezałatwione sprawy ;)

Nowy blog rozpoczynam w świątecznym nastroju :)

Zapraszam do czytania i komentowania:

Ateistyczne Święta

piątek, 16 sierpnia 2013

Softwarowa rewolucja, czyli Niewiarygodne Przygody Piotra R.

Jak się okazuje, słynny Piotr Ryka, filozof-epistemolog, Baron Münchhausen polskiego audiofilizmu, zdobywca III miejsca w Pierwszej Międzynarodowej Bitwie Poetów Audiofilskich, po obrażeniu się na kolejne forum, nie zginął z polskiego internetu, tylko otworzył ostatnio audiofilski portal satyryczny (wprawdzie się mocno kamufluje, ale My wiemy, że to on za tym stoi :), gdzie publikuje bardzo dowcipne „recenzje” audiofilskich klocuszków z filozoficznym sznytem.

Uwagę moją przykuła prawdziwa perełka tego nurtu poezji: „recenzja” audiofilskiego odtwarzacza softwarowego jPlay, czyli czegoś co może się stać mitycznym pomostem do prawdziwie audiofilskiego komputera, z prawdziwym audiofilskim procesorem (kiedy Intelu, no kiedy, go w końcu wypuścisz ?!? Cały audiofilski świat czeka :)

Porządna audiofilska recenzja, tak jak porządny thriller, powinna rozpocząć się od trzęsienia ziemi, tak właśnie zaczyna się wspomniana recenzja. „Źli faceci” zostają rozstrzelani prawie na samym początku zamiast na końcu, jak to się dzieje w tradycyjnym westernie ! :) Na samym początku, na rozgrzewkę, mamy krótką przypowieść o dyrektorze, który zwolnił sekretarkę za zdradzenie tajemnicy jego wynagrodzenia… Mrozi krew w żyłach! Bond też zawsze zaczyna się taką mini opowieścią nie związaną z resztą filmu :) Dalej przechodzimy do meritum i dowiadujemy się, że jPlay to program legendarny i wyklęty. Wyklęty, bo twórcy znanych programów Foobar i JRiver wprost przestrzegają przed instalacją wtyczki jPlay (jPlaya można instalować jako wtyczkę do tych programów, albo jako samodzielny odtwarzacz). Jak się okazuje, instalacja jPlaya, oprócz wrażeń dźwiękowych, może też dostarczyć wrażeń komputerowych: może zawiesić nam kompa, powodować niestabilność innych programów, albo, jak czytałem na jakimś forum, nawet spowodować konieczność reinstalacji systemu. Foobar nawet wprost stwierdza, że to audiofilskie oszustwo... :)

WOW... to nie są przelewki, to jest program dla prawdziwych twardzieli! A jak wiemy, Piotr R. jest właśnie taki :)

Kogóż to więc Piotr rozstrzelał na samym początku ? Otóż „na kanwie sięgania po konkrety” „poczynił interesującą obserwację na temat mody na przeciętność” ;) Przeciwnicy luksusów w rodzaju jPlaya to po prostu użytkownicy smartfonów, pijący piwo z puszki, jedzący chipsy, oglądający seriale, słuchający madonny, przeciwnicy „wyższej kultury bycia, z jej wiedzą historyczną, obyczajową i znawstwem literatury”, w dodatku, o zgrozo, uważający, że wszystkie kable grają tak samo (!), uważający, że najlepsze słuchawki to takie za trzysta pięćdziesiąt złotych (cholera, ostatnio kupiłem pchełki Sennheisera za 160 ;), i że bit to bit ! (a przecież oczywista oczywistość, że każdy bit jest inny !) W ogóle te przeciętniaki nie lubią jajogłowych (?), ale za każdym razem powołują się na naukę i przytaczają „dowody” :) (zawsze myślałem, że jajogłowi siedzą w nauce, ale okazuje się, że to są filozofowie epistemolodzy ;) Jak ktoś krytykuje jPlaya, to musi być „Wielkim Znawcą Życia” posiadającym sprzęt za 399,99 zł i będącym po spożyciu pięciu piw. Marna kreatura po prostu :)

Najważniejszym dowodem na to, że jPlay działa jest to, że Piotr pokazywał je kolegom „i żadnych wątpliwości odnośnie jakości nie było, a wyższość dźwięku generowanego za pośrednictwem JPlay nie podlegała dyskusji” :)

Dlaczego więc program jPlay jest lepszy ? Otóż dlatego, że jest to owoc międzynarodowej kooperacji Polaka i Holendra ! :) no i dlatego, że wszystko jest podporządkowane muzyce. Sam też się pofatygowałem na stronę jPlaya i faktycznie, jest tam niezbity dowód na wyższość: twórcy posłuchali innych odtwarzaczy i po prostu się przekonali, że jPlay brzmi najlepiej :) Genialny w swej prostocie dowód ! (od teraz powinien być stosowany w każdym sądzie: każdy przestępca, po prostu, powinien powiedzieć, jak było naprawdę, ile byśmy zaoszczędzili na więzieniach! :)

Jak JPlay to wszystko robi ?!? Piotr to tłumaczy w pięknych słowach: „JPlay wije sobie gniazdo w pamięci cache procesora” skąd wydaje komendy Baczność :) „by mu się ten plikowy materiał po magistrali systemowej cały rozchełstany i z sypiącym się wyposażeniem nie szwędał, tylko stanął w pełnym rynsztunku i na wszystkie guziki pozapinany do walki” (piękne strofy ! :) A w ogóle to wygasza i optymalizuje wszystko i „zdecydowanie poprawia się time rate, który jest równie istotny, o czym nikogo znającego tematykę nie trzeba przekonywać”, „a że niektórzy nie potrafią albo nie chcą tego zrozumieć, nie jest winą autorów JPlay”.

Piotr porównał jPlaya do foobara, i ten pierwszy wygrał nieznacznie „miał więcej meszku na dźwięku” i „Foobar w dalszym ciągu na pewnych fragmentach muzycznych dawał wrażenie grania stylem takim od niechcenia w porównaniu z bardziej się starającym i angażującym JPlay”. Czytałem to z pewną taką zazdrością, bo na moim komputerze żaden program się nie stara i nie angażuje!, wszystkie wykonują swoją robotę beznamiętnie :(

Przy porównaniu z JRiverem, nie było prawie żadnych różnic! Co, przyznaję, spowodowało, że zwątpiłem nieco w umiejętności Piotra Ryki! Ale...! Uff..., WSZYSTKO się zmieniło w magicznym trybie uśpienia! „wszystko ożywa, a cały muzyczny obraz zaczyna się mrowić” ! Piotr w końcu wszedł do innego świata, gdzie „muzyka osiąga ten już naprawdę wysoki pułap i kiedy czuje się jej pulsację pomnożoną przez mnogość jednoczesnych dźwięków”. Lepiej było na Windows 8, a jeszcze lepiej ze słuchawkami AKG, które „grają wystarczająco dobrze by audiofilskie szczęki po podłodze się walały” ;) W porównaniu z pozostałymi obraz rysowany przez JPlay był „Atakujący głębszą sceną, bardziej rozwartą dynamiką i mocniej wyrażonymi szczegółami”. Uwaga, ta rozwarta dynamika bardzo się w świadomość wgryza ! ;)

Finał jest całkiem prosty: „Za marne kilkaset złotych zyskujemy okazję przedzierzgnięcia własnego komputerowego misiaczka w high-endowe monstrum” WOW ! Ale nie bójcie się bogaci posiadacze, bowiem: „Nie oszukujmy się jednak, komputer wyposażony w program JPlay i uzupełniony słuchawkowym DAC-em nie zagnie jeszcze dźwiękowo porządnej stacjonarnej aparatury”. A to szkoda… :(

p.s. Piotr nie jest z recenzji zadowolony, bo było za gorąco, ale obiecuje, że jeszcze ją kiedyś uzupełni. Nie mogę się doczekać ! :)

Oszołomiony tak ognistą recenzją, z zaczerwienionymi od wzruszenia oczami, prawie postanowiłem sam posłuchać tego cuda techniki, ale że jestem człowiekiem strachliwym i leniwym (nie chce mi się po raz kolejny reinstalować Windowsów, a to czasami grozi posiadaczom jPlaya) to postanowiłem zdać się na ludzi pracowitych i odważnych. Znalazł się taki co poświęcił 3 dni swojego życia na JPlaya i co się okazało ? Cóż… prawda jest zawsze taka szara i bezbarwna :( JPlay wpięty w tor muzyczny nie zmienia absolutnie niczego… Parametry techniczne nie chcą drgnąć w istotny sposób w żadną stronę… Aaa przepraszam, nie do końca, w jednym trybie coś nie idzie dobrze i JPlay pogarsza dynamikę o całe 10 dB ! To pewno to jest to rozwarcie o którym pisał Piotr, ale chyba nie w tą stronę…

Oczywiście, audiofile zaraz pośpieszą z odpowiedzią, że parametry elektryczne sygnału elektrycznego to nic, to bzdura nic nie mówiąca ;) Że najważniejsze są ODSŁUCHY :) Oczywiście TYLKO jawne, gdzie „recenzent” dobrze wie czego słucha. Testy ABX są absolutnie zabronione! :)

Pytanie więc, po co w takim razie Piotruś zabrnął w techniczne szczegóły i zupełnie tam się biedaczysko zagubił ?!? Chciał, żeby jego „recenzja” wyglądała na poważniejszą niż w rzeczywistości jest ? Chciał, żeby była jeszcze bardziej śmieszna ? ;) (no to mu się udało :)

To jest w ogóle jakiś fenomen, że część audiofili wprost lubuje się w opisach technicznych i parametrach. Gdy, na przykład, ich ulubiony sprzedawca zastosuje DAC, który jest lepszy od innego na 6 miejscu po przecinku (często nawet bardzo ciężko jest to zmierzyć, a usłyszeć niemożliwym ;) to pieją z zachwytu poematy. Gdy tylko się wykaże, że ich wspaniały sprzęt ma fatalne pomiary, albo konstrukcję, to ZARAZ się okazuje, że pomiary nie grają, nie mówią całej prawdy i tym podobne dyrdymały :)

Niektórzy audiofile nawet potrafią się nabijać z urządzeń posiadanych przez innych audiofili, że są takie puste w środku i zrobione ze zwykłych komponentów (prawda), chociaż ich własne cudowne i drogie klocuszki są zrobione DOKŁADNIE TAKĄ samą metodą :), tylko są trochę inne :)

Z przyjemnością więc powtórzę po raz setny: jedynym sensownym testem odsłuchowym jest naukowy test ABX. Opis w wersji dla opornych tutaj.

A dla Piotra Ryki i wszystkich nadsłyszących mam wspaniałą ofertę: wciąż czeka na nich milion dolarów:)

Podyskutuj na forum.

wtorek, 18 grudnia 2012

O pożytkach z pisania na forach audiofilskich i bycia ekstremistą

Czy są jakiekolwiek pożytki z pisania na audiofilskich forach? Szczerze mówiąc, myślałem, że jest to czysta strata czasu. Fora audio (przypuszczam, że inne fora też ;) są bowiem głównie bezkrwawym polem bitwy męskiej części ludzkości (99,9% bywalców to faceci, a reszta to żony, albo kochanki audiofilów), polem na którym prezentuje się swoje poroże (sprzęt audio), nadyma, puszy i miażdży przeciwnika w dyskusji (moje ulubione :). Sam oczywiście czerpię z tego małą przyjemność… Trafiłem tam, bo też się interesuję dobrą jakością dźwięku i nic tak nie poprawia humoru jak wygrana w forumowej dyskusji, oczywiście prawie nigdy nikt nikomu racji nie przyznaje, ale brak jakichkolwiek logicznych argumentów, piana na ustach i słowna agresja przegranego jest wystarczającą nagrodą :) Jest to jednak niska przyjemność, bo audiofile są niezwykle łatwym celem, jak to wierzący, są mocno emocjonalnie związani ze swoim hobby-wiarą i nie mają żadnych sensownych argumentów na poparcie swojego stanowiska (w końcu dlatego to jest wiara ;)

No więc jakie są te korzyści z pisania na tych forach ? Otóż pisanie na forach nauczyło mnie dyscypliny myślowej, jasnego oddzielania opinii od faktów, korzystania z metody naukowej (w oczywiście ograniczony sposób) i bardzo ważnej zasady, że to twierdzący powinien udowodnić swoje racje.
Wyszlifowałem te umiejętności na Wikipedii, bo takimi zasadami trzeba się tam kierować, dodając, czy zmieniając jakieś wpisy, czym ukoronowaniem była, zainicjowana przeze mnie, zmiana definicji audiofila, z zakłamanej i bzdurnej wersji na prawdziwą, która jest obecnie obowiązująca :) (w wersji angielskiej dalej jest zakłamana, ale tam opór antynaukowy ma zbyt duże poparcie wśród redaktorów wikipedii).
To jest skandal, że nie uczą tego poprawnie w szkołach. Zamiast tego mamy ogłupiającą naukę religii i jeszcze my za to płacimy! Czyli płacimy za naukę antynaukowego spojrzenia na świat. Sami siebie kierujemy w stronę skansenu światowego.

Na największym polskim forum audio (audiostereo) moderatorem (i audiofilem) jest człowiek, który pracuje na uczelni jako naukowiec od nietoperzy. To jest prawdziwy wstyd dla polskiej nauki, że jej przedstawiciel szerzy antynaukowe brednie! Nie dziwne, że nasza nauka na świecie jest na szarym końcu…

Oczywiście wygodnie i sensownie jest korzystać z opinii ekspertów, sam to często robię, bo niemożliwym jest sprawdzanie wszystkiego samemu, ale dobrze jest czasami powiedzieć „sprawdzam” i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten ekspert, który za takiego się uważa i jest za takiego uważany przez innych, faktycznie jest ekspertem w danej dziedzinie? Czy zwykłym oszołomem , który pewną siebie i gładką gadką potrafi olśnić i zagadać słuchacza ? W dziedzinie audio niestety takich oszołomów jest mnóstwo.

Jako człowiek wyklęty na audiofilskich forach nie mogę już tam bezpośrednio szlifować swojego ostrza polemicznego, mogę za to czytać i mieć chociaż trochę zabawy z odkrywania audiofilskich perełek :) (jak dziadek co już nie ma zdolności seksualnych, ale przynajmniej sobie popatrzy na ładne panienki :P

Od dawna bawiła mnie taka prawidłowość: jak ktoś na forach audiofilskich linkował jakiś mój artykuł z bloga, to prawie zawsze z zastrzeżeniem, że owszem, nawet trochę ciekawe i częściowo słuszne, ale nie zgadza się do końca z moimi przekonaniami, że ja stanowię pewne „ekstremum”.
Właśnie tak, bycie w Polsce konsekwentnym racjonalistą jest ekstremalne! Kierowanie się w życiu logiką i zasadami nauki to jest „ateistyczny prymitywizm” (tak przy okazji, to nie jestem ateistą, bo nie jestem przeciwko bogu, a nie mogę być, bo go po prostu nie ma :)

Te wesołe i mniej wesołe rozważania skłoniły mnie do stworzenia klasyfikacji audiofilów, bo jednak pomimo wspólnego mianownika: wiary w wyższość jednych elementów audio od drugich, audiofile jednak się różnią od siebie (nomen omen ;)

Sprawdź jakim typem audiofila jesteś! :)



Oczywiście, ta klasyfikacja, chociaż dogłębnie słuszna;), to tylko pewne uogólnienie i możliwe są formy przejściowe (na przykład: ja byłem audiofilem umiarkowanym z domieszką pospolitego ;) Może być też tak, że, na przykład, audiofil „Die Hard” „słyszy” kable zasilające, ale nie słyszy kabla USB, ale ogólna zasada jest zachowana :)

Między tymi grupami panuje spore napięcie i czasami otwarta wrogość. Klasycznymi świętymi wojnami na forach są dyskusje pomiędzy umiarkowanymi i pospolitymi, czy kable grają czy nie. Bo to, że grają wzmacniacze to jest „oczywista oczywistość” dla umiarkowanych, ale jakim cudem może grać kawałek druta ?!? ;)

Święte wojny, wybuchające wciąż na nowo, bez szczególnego podziału na frakcje, odbywają się wokół tematów „cyfra czy analog” czy „lampa kontra tranzystor”, w tych tematach za łby mogą się wziąć zarówno przedstawiciele umiarkowanych, jak i innych grup :)

Bardziej świadome grupy nabijają się z tych mniej świadomych, a więc pospolici nabijają się z „die hard”, że słuchają podstawek pod kable, a umiarkowani wyśmiewają pospolitych, że słuchają drutów. Tak jak wierzący w boga nabijają się w wierzących w krasnoludki ;) (A prawda jest taka, że istnienia jednego ani drugiego nikt nie udowodnił… więc w świetle faktów, ich nie ma).

Co ciekawe, „Die hard” nie słyszą wszystkiego, wierzą tylko w rzeczy, które są sprzedawane przez firmy audiofilskie i miały recenzje w jakimś audiofilskim periodyku, czyli były namaszczone przez jakiś autorytet audiofilski. Odmawiają grania przedmiotom bez odpowiedniego wsparcia. Łatwo nie jest :) Nie wierzą na przykład w grający kefir, albo grające klamki… na razie przynajmniej :P

Równie ciekawym zjawiskiem jest powoływanie się czasami przez każdą z grup na pomiary, co jest przecież w jawnej sprzeczności z ich główną zasadą, że pomiary są do kitu, bo nie mierzą wszystkiego, a odsłuch jest wszystkim :) Oczywiście robią to tylko wtedy, gdy jest to dla na nich wygodne. „Die Hard” przytaczają więc pomiary jittera, żeby udowodnić wyższość jednej przystawki do DACa (przetwornika cyfrowo analogowego) od drugiej (jak się bowiem okazuje może podzielić odtwarzacz CD nie tylko na transport i DAC, ale także DAC można dalej dzielić (pewno w nieskończoność :) oczywiście w imię „lepszej” jakości dźwięku ;) Pospolici przytaczają też dane techniczne analogowych magnetofonów szpulowych (szumy i kiepskie przenoszenie wyższych częstotliwości), żeby udowodnić bezsens istnienia tak zwanych „gęstych formatów”. Oczywiście nie przeszkadza im to wierzyć w kable, pomimo braku jakichkolwiek mierzalnych efektów wymiany zwykłego kabla na cudowny – audiofilski ;)

Audiofile „Die hard” patrzą na wszystkich innych ze spokojną wyższością, przepełnieni dumą, że słyszą i wiedzą więcej (mają przecież „otwarty” umysł, szkoda tylko, że wyłącznie na głupoty;). Dla nich racjonalizm, logika i nauka to „debilne stanowisko” ;)

Ciekawym fenomenem są audiofile umiarkowani, uważający się za rozsądnych i kierujących rozumem w swoich działaniach. Trzeba przyznać, że często tak właśnie robią. Gorzej, gdy dyskusja schodzi na „granie” odtwarzaczy CD i wzmacniaczy… wtedy nagle włącza się u nich tryb wiary, przełączają się w tryb „zombie” i beż żadnej żenady sięgają do argumentów swoich przeciwników: przecież to oczywiste, że się różnią, bo to przecież słychać :) Swoim postępowaniem przypominają mi tak zwanych postępowych katolików, często inteligentnych i wykształconych ludzi, którzy bez mrugnięcia okiem piszą banialuki, gdy piszą o wierze i bogu, jak gdyby to były realne byty (jak ktoś jest oburzony, to niech przedstawi dowody na jego istnienie, chętnie się oddam w ręce dobrego i wszechmogącego boga :)

„Światli” katolicy tak samo wyśmiewają się z wierzących w cuda, jak audiofile umiarkowani z „Die hard”: „do stolicy zawitał kolejny szarlatan, który sprawnie mieszając chrześcijaństwo z czarną magią i elementami psychomanipulacji, za stosowną opłatą będzie robił ludziom wodę z mózgu“. Ha, ha, jasne, szkoda tylko, że nie ma obecnie lepszych szarlatanów od ludzi Watykanu, robiącym ludziom wodę z mózgu na skalę światową :)

Mam, w związku z powyższym, jedno przesłanie dla umiarkowanych audiofili: moi drodzy, tak jak nie można być trochę w ciąży, tak nie można być trochę logicznym, albo się w życiu kierujemy logiką, albo wiarą :) Rozsądniej jednak tą pierwszą ;) Dorośli ludzie powinni przestać wierzyć w bajki z chwilą odkrycia braku świętego Mikołaja… wiem, że to przyjemna wiara, ale dorosłość do czegoś zobowiązuje :)

Dla pospolitych i „die hard” nie mam przesłania, ale będę się za nich żarliwie modlił :P

Podyskutuj na forum.